Bloog Wirtualna Polska
Jest 937 745 bloogów | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Wycieczka do Ustronia

czwartek, 17 maja 2012 6:53

Nadchodzi w końcu ten upragniony dzień i odwożę swojego gościa na lotnisko. Uwielbiam ten moment. Kamień spada mi z serca i to z wielkim hukiem.

W piękną majową sobotę po wyjeździe mamy wsiadamy na naszą dwukołową maszynę i robimy sobie wycieczkę do Ustronia. Cudowna pogoda, pozdrawiający nas liczni motocykliści po drodze, urzekające zapachy wiosny sprawiają, że świat jest piękny.

Zatrzymujemy się w centrum Ustronia, parkujemy motorek i urządzamy sobie spacerek.  W taką pogodę sporo jest turystów i wycieczkowiczów. Poza tym jest to uzdrowisko więc leniwie przechadzają się kuracjusze. Wystrojone starsze panie w zbyt mocnych makijażach zachowują się jak nastolatki chichoczą zbyt głośno i ślą zalotne spojrzenia panom. Kiedyś, lata temu dość często tu bywałam bo to w miarę blisko. W ostatnich latach jakoś zaniedbałam ten kierunek podróżowania. Teraz rozglądam się poznając stare kąty i obserwując zmiany.

Wybieramy naleśnikarnię blisko rynku. Zasiadamy przy stoliku na tarasie i konsumujemy naleśniki z owocami i bitą śmietanę. Słoneczko pięknie przygrzewa, jak cudownie się zrelaksować po trudnym weekendzie z mamusią. Następnym punktem naszej wycieczki jest Równica. Wjazd na motorku, wysoko w górę, po ostrych serpentynach napawa mnie lekkim przerażeniem. Serce wali mi ze strachu gdy spoglądam na rozpościerającą się obok przepaść. W samochodzie takie atrakcje są łatwiejsze do przełknięcia.

Docieramy wreszcie do celu. Celem jest „Czarcie Kopyto” – świetna knajpka. Z zewnątrz wygląda jak lepianka wokół której stoją drewniane ławy i stoły oraz wielkie kamienne palenisko z płonącym grilem. W środku lokal jest znacznie większy niż mogłoby się wydawać. Ma swój niepowtarzalny klimacik, trochę jest ciemno, a w głównej sali płonie ogień w wielkim kominku. Ten lokal cieszy się sporym powodzeniem i wcale się temu nie dziwię. Przyjechaliśmy tutaj na pstrąga. Dostajemy całe, surowe ryby, która leżakowały w zalewie solnej. Pani nabija nam je na specjalne długie widelce i siadamy przy palenisku aby samodzielnie je upiec. Opalamy więc nasze rybki, rozmawiamy wesoło, cieszymy się piękną pogodą i aromatem lasu. Ja sobie popijam tutejszy specjał: grzane piwo z miodunką. Pyszne. Pani bufetowa ocenia przydatność do spożycia naszych pstrągów. W końcu możemy zjeść to co sami upiekliśmy. Rybka jest wyśmienita. To pewnie zasługa tej marynaty solnej. Paweł jest zachwycony, twierdzi, że to najlepszy pstrąg jakiego kiedykolwiek jadł. Po tej kulinarnej uczcie uskuteczniamy jeszcze spacerek po Równicy. Pod wieczór wracamy do domu. To był cudowny dzień. Relaks dla ciała i duszy.



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,331096414,trackback

komentarze (9) | dodaj komentarz

Spotkanie zapoznawcze

poniedziałek, 14 maja 2012 5:56

Po pysznym obiedzie ucinamy sobie mała drzemkę. Matka jednak szybko się ubiera i wychodzi. Pytam dokąd no bo przecież wybieramy się do Kasi na urodziny. Twierdzi, że musi przetrawić obiadek i pójdzie sobie do Kasi spacerkiem, obchodząc kawałek dzielnicy, zwiedzając stare kąty. Ok, niech będzie. Wiem o co chodzi naprawdę. Czekam przecież na Pawła. On również został zaproszony na urodziny. Ustaliliśmy, że przyjedzie do mnie, poznają się z moją mamą i razem pojedziemy na urodzinki. A matka chyba stchórzyła i robi taki afront. No cóż, po niej można się spodziewać różnych rzeczy.

Mój Pawełek przyjeżdża z dwoma bukietami kwiatów. Niestety, żaden nie jest dla mnie. Jeden jest dla Kasi, a drugi dla mojej mamy, która właśnie uciekła. Ale Paweł nie czuje się urażony. Ze smakiem pałaszuje niedzielny rosołek i wyjeżdżamy do Kasi. Matka jest już na miejscu. Obserwując jej zachowanie trudno się domyślić, że rano wpadła w taką histerię. Ze zdziwieniem przyjmuje kwiaty od Pawła i wita się z nim. Widzę, że ujął ja tym gestem i oczarował. Szalejąc rankiem mamusia upuściła sobie nieco jadu więc teraz stać ją na w miarę poprawne zachowanie. Opowiadając jakieś historie co rusz pyta Pawła o zdanie. Ten uśmiecha się zagadkowo  i odpowiada dość dyplomatycznie. Niestety, rodzicielka poczuła się zbyt swobodnie i opowiada o kilku swoich dzikich jazdach, które urządziła swoim nielubianym sąsiadom. Uznaje, że to takie fajne i wszyscy powinni ją podziwiać za jej zaciekłość w walce o „sprawiedliwość”. Normalnie wstyd mi przed moim mężczyzną. Dobrze chociaż, że przygotowałam go na to spotkanie. Paweł opuszcza imprezę wcześniej bo jedzie do pracy, a my z mamuśką pieszo idziemy do domu. Po raz pierwszy w życiu spodobał jej się mój facet. Pod każdym względem. Ciekawe na jak długo.



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,331090004,trackback

komentarze (9) | dodaj komentarz

Poranna jatka

czwartek, 10 maja 2012 18:40

Wczesnym, niedzielnym rankiem wracam do domu. Planuję zjeść z mamą śniadanie, nie chcę, żeby czuła się osamotniona. Przyjeżdżam tuz po 8.00 i chcę przygotować śniadanko. Jednak ku mojemu zdumieniu matka twierdzi, że już jadła.

Ocho … widzę, że oto nadszedł czas świrowania. Już wiem, że właśnie piekło się zaczyna. Odpowiednia mina i zły, nienawistny wyraz oczu, znam to aż za dobrze. Domyślam się, że matka ma pretensje, że zostałam u Pawła. Tyle, że nic nie mówi, odpowiada bardzo zdawkowo na moje pytania. Czekam przez chwilę aż pęknie i sama coś powie, ale nic z tego. Zamyka się w pokoju. I tak przez jakieś pół1) godziny trwają te podchody. Moje nerwy buzują, nie mam pojęcia o co jej chodzi, a zachowuje się jakbym co najmniej dopuściła się jakiegoś okrutnego przestępstwa. W końcu matka histerycznie płacze. Jezu! Co się stało?! Gdyby ktoś umarł to chyba powiedziałaby mi? Dokonując oględzin mieszkania nie wpadam na żaden trop. Myślę szybko czy mam coś strasznego na sumieniu. Erotyczną bieliznę i zabawki na wszelki wypadek spakowałam i wywiozłam do Pawła. Nic więc nie mogła znaleźć. Zawartość szuflad i papierów również przetrzepałam i usunęłam kompromitujące materiały. Wiem co robię, bo to rasowy śledczy i wtrąca się we wszystko.

Matka wyszlochała się, a teraz się ubiera. Ło Jezu ! A może chce do domu?! Ale samolot to przecież nie taryfa. A może pójdzie do wyjazdu pomieszkać do kogoś innego? Co się mogło stać? A może dowiedziała się o swingu? Nieee!! To niemożliwe. Bo i skąd? Próbuję jakoś wpłynąć na rodzicielkę twierdząc, że robi mi „świetną atmosferę”, że niemiłosiernie mnie stresuje. Ona twierdzi, że nic się nie stało, że to ona ma problemy z sobą.

-         Jak to? Nic się nie stało? To dlaczego tak się zachowujesz? – mówię może nieco za głośno

-         Nie mam do ciebie o nic pretensji. To ja jestem zła na siebie, bo mam problemy z sobą – odpowiada również nieco za głośno.

-         No to co takiego się stało, że jeszcze wczoraj nie miałaś problemów ze sobą, a dziś są już tak poważne? Zawsze twierdzisz, że należy rozmawiać i rozwiązywać problemy. No to proszę, stosuj się do swoich zasad.

Nie wiem czy to mój wpływ, czy to, że matka zawsze w końcu wszystko wygada, ale wreszcie dowiaduję się jaka straszna tragedia się wydarzyła.

Muszę mocno wytężać słuch bo opowiadając moja matka szlocha, zanosi się płaczem, wyciera nos i próbuje się uspokoić. Otóż wczoraj wyszła przede mną do cioci. Spędziły bardzo miły wieczór.  I mama wróciła do domu. Miała własny klucz, własnoręcznie (albo raczej za pomocą ślusarza) przeze mnie dorobiony i sprawdzony. Do klatki schodowej weszła, ale nie umiała otworzyć drzwi do mieszkania. Majstrowała kluczem przy obydwu zamkach, wciąż stwierdzając, że zamek dolny nie daje się otworzyć. Dostała jakiejś histerii pod tymi drzwiami, bo wiedząc, że ja zostaję u Pawła myślała, że będzie musiała nocować na klatce schodowej.

-         Dlaczego nie zadzwoniłaś do mnie? – pytam w końcu zdziwiona

-         Nie chciałam ci przeszkadzać w zabawie – jędza w mojej matce nigdy nie śpi

-         Mamo ! W końcu po to wymyślili telefony komórkowe ! Co jakiś czas sprawdzałam, czy nie ma wiadomości od ciebie. I nie rób ze mnie potwora! A jeśli tak bardzo nie chciałaś mi przeszkadzać to dlaczego nie zadzwoniłaś do Kasi? Przecież byliby tu do 5 minut i pomogliby! Dlaczego nie zadzwoniłaś do Kasi?

-         Nie wiem – podejrzewam, że matka chce zostać męczennicą.

-         No dobrze. Ale w końcu jakoś weszłaś do mieszkania.

-         Pani N. pomogła mi otworzyć – jakoś tak mamusia ciszej mówi

Matka musiała odstawić cyrk na tym korytarzu skoro nawet sąsiedzi wylegli.

-         No to jak? – pytam – ty nie umiałaś otworzyć, a pani N. umiała?

-         Dlatego ci mówiłam, że mam problemy ze sobą – mamusia jakoś nie patrzy mi w oczy.

-         Czyli co? Zbyt nerwowo kręciłaś kluczem czy jak? – zaczyna mi coś świtać w głowie

-         Nieee. Ten zamek na dole wcale nie był zamknięty. Pani N. po prostu nacisnęła klamkę i drzwi się otworzyły

-         Czyli mam rozumieć, że długo walczyłaś z zamkiem, płakałaś, denerwowałaś się na korytarzu, znając ciebie pewnie kurwowałaś pod nosem, zainteresowałaś sąsiadów, ale nie przyszło ci do głowy, żeby sprawdzić czy ten zamek w ogóle jest zamknięty? – ja nie wiem czy dobrze wszystko zrozumiałam.

-         Dlatego ci mówię, że mam problemy z sobą i jestem na siebie wściekła. – zakładam, że mamusia jest wściekła bo nie umiała znaleźć ani grama mojej winy w tym cyrku.

Rany boskie! Kto jest bardziej skrzywiony psychicznie? Ja czy moja mamusia? Mam dość. Wczoraj Paweł, który utopił swój telefon i nie miałam z nim kontaktu, a dziś diabelska mamusia, która urządziła mi regularna jatkę psychiczną okraszoną spazmami i totalna histerią tylko dlatego, że nie potrafi otworzyć nie zamkniętych drzwi. Albo zacznę łykać jakieś prochy albo dostanę zawału serca. Dobrze, że mamusia mieszka daleko. Gdybym częściej miała takie atrakcje musiałabym chyba wylegiwać odleżyny na kanapie u psychiatry. Rodzicielka wychodzi na spacer na cmentarz. To jej ulubione miejsce. Bardzo dobrze. Potrzebuje spokoju, samotności, muszę się jakoś psychicznie ogarnąć.



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,331082284,trackback

komentarze (20) | dodaj komentarz

Piknik

wtorek, 08 maja 2012 20:07

Towarzystwo wita mnie ponownie bardzo sympatycznie i spędzamy nad zalewem kilka przyjemnych godzinek. Jest ciepło, pogoda piękna, są piwka i grilowane jedzonko.

Zachciało nam się tańców. Powstał jednak problem muzyki. Przecież jesteśmy na wolnym powietrzu i sprzętu raczej nie ma gdzie podłączyć. Weseli panowie wymyślili muzykę z samochodowego sprzętu. Jeden z nich podjechał autem. Na tę trawę, pod górkę, tuż przy nabrzeżu zalewu. Bożę ! Jakie ludzie mają pomysły! Ja tam nic nie mówię bo jestem kobieta, a wiadomo co faceci myślą o kobiecym pojęciu o samochodach, zastanawiam się jednak … przecież rozładuje się akumulator ! Zobaczymy. W każdym razie tańce są. Na trawie! A jakże! Świetna impreza. Grill, piknik nad wodą, wycieczka łódką, tańce, muzyczka, wszystko w pakiecie.

Paweł zachowuje się jak prawdziwy gentelmen: opiekuje się mną, nadskakuje, obsługuje, pięknie odzywa się do mnie, pięknie mówi o mnie. Ten facet naprawdę mnie kocha, szanuje i traktuje jak swoją królową. Cudownie się z tym czuję. Ja oczywiście również ładnie się do niego odnoszę, jak tak ktoś patrzy z boku to musi odnosić wrażenie, że jesteśmy wzorcową parą. W końcu przychodzi jakiś stróż obiektu z uwagą, że jest już godzina, w której powinno być tu cicho. Grzecznie wyłączamy muzyczkę, a właściciel auta chce je odwieźć na parking. I tu niespodzianka! Tak jak myślałam, akumulator padł. Gdzie ci mądrzy, „techniczni” faceci mają rozum? Następuje więc proces wyprowadzania auta za pomocą siły ludzkich mięśni. A że mięśnie są nieco odurzone piwkami, plączą się troszkę nogi, a niektórym mieszają kierunki. Auto stało pod górkę więc wyprowadzić go z niej to żaden problem, ale … chóralny krzyk uprzytomnił pchaczom, że jeszcze kilka centymetrów i pojazd zaparkuje w zalewie. Dość długo panowie się męczą, ale w końcu się udaje. Samochód uratowany. Kończymy imprezkę i rozjeżdżamy się. My z Pawłem jedziemy do niego.



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,331077407,trackback

komentarze (9) | dodaj komentarz

Kapitulacja

poniedziałek, 07 maja 2012 11:29

 Siedzę przez jakiś czas w tym samochodzie. Jest mi przykro. Muszę w końcu coś zrobić z tym moim durnym charakterem. Powinnam teraz jak Zgredek w Harrym Potterze prasować sobie za karę paluszki.

Przychodzi do mnie Danusia, żona Rysia. Prosi, abym poszła tam razem z nią, bo to głównie bardzo młode towarzystwo i nie ma z kim pogadać. Jednak mój ośli upór nie daje się namówić. Stoimy tak przez dobrą chwilę, rozmawiamy sobie.

W końcu przychodzi Paweł i Danusia wraca. Paweł wcale nie jest na mnie zły tylko trochę smutny. Pyta czy naprawdę mam problem z autem. Wyjaśniam, że to ściema na potrzeby wycofania się z towarzystwa. Pytam czy mogę pojechać do jego mieszkania i zostać tam do jutra ze względu na moją mamę. Mój mężczyzna jednak nie chce o tym słyszeć. Każe mi zamknąć samochód i iść razem z nim na ten piknik. Ja oczywiście stanowczo odmawiam. On twierdzi, że nikt nie wie o naszym małym nieporozumieniu, a wszyscy na mnie czekają. Ponoć ciągle opowiada o mnie i w końcu chcą mnie poznać. Ja jak uparty osioł odmawiam, upieram się i staram się być stanowcza. Ale Paweł też jest uparty, prosi mnie, gada w kółko to samo, m.in. to, że bardzo mnie kocha, jestem jego partnerką i bardzo chce, żebym tam z nim była. W końcu zabiera mi kluczyki ze stacyjki. W efekcie tych dość długich przepychanek ulegam, bo już nie mam wyjścia. Idziemy razem na ten piknik. Pawełek obejmuje mnie, słodko się uśmiecha i wydaje się być uszczęśliwiony.



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,331072896,trackback

komentarze (10) | dodaj komentarz

piątek, 18 maja 2012

Licznik odwiedzin:  41 785 (wersja testowa)

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

O mnie

Kobieta z przeszłościa. Czterdziestolatka z haczykiem, która w nosie ma swój wiek !

O moim bloogu

Życie zaczyna się po czterdziestce. Po rozwodzie i odchowaniu dziecka. Zaczynam smakować tajemnice życia, poznawać to co do tej pory nieznane, zapominam o wieku i spotykam miłość swego życia. Ta miłoś...

więcej...

Życie zaczyna się po czterdziestce. Po rozwodzie i odchowaniu dziecka. Zaczynam smakować tajemnice życia, poznawać to co do tej pory nieznane, zapominam o wieku i spotykam miłość swego życia. Ta miłość bywa trudna...... ale nie chcę jej stracić

schowaj...

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 01.05.2012 23:49:03
  • autor: dagrab
  • treść: Witaj! To moja rewiz...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Konkursy i nagrody

Ostatnio przyznana nagroda:

  • data: 16.04.2012 11:40:14
  • autor: Pako.
  • punkty: 100
  • treść: Przyznaję Tobie 100 ...

Lubię to